Historia młodej dziewczyny, która rozpoczyna samodzielne życie

Historia, którą prezentujemy, jak wszystkie nasze historie – wydarzyła się naprawdę. Rzecz dotyczy młodej dziewczyny, która startowała w dorosłym życiu. Wierzyła, że duże miasto zaoferuje jej większe możliwości i postanowiła zmienić miejsce zamieszkania z niedużego miasta położonego we wschodniej części kraju na jedno z największych miast w Polsce, stolicę Wielkopolski – Poznań. Nasza bohaterka, mimo, że działa jak sama mówi bardzo intuicyjnie, robi szereg rzeczy, które stawiają ją w dobrej pozycji negocjacyjnej. Na końcu czeka na Ciebie drobne podsumowanie, w którym postaram się napisać co się właściwie tutaj zadziało. Zapraszam do lektury.

„Miałam 18 lat. Ledwie co skończyłam liceum. Po rozmowie z rodzicami zorientowałam się, że nie mogę iść na studia za to szybko musze znaleźć szkołę, która da mi jakiś zawód. Najlepiej w 1 rok.

Tak też się stało. Wybrałam roczną szkołę sekretarek w Poznaniu. Zajęcia zaczynałam od 1 września. Przyjechałam do wielkiego miasta 3 dni wcześniej, bo chciałam się zaaklimatyzować i musiałam znaleźć pracę. To był rok 1994. Wtedy jeszcze wszyscy byli milionerami, bo było przed denominacją złotego. Moja mama zarabiała na tzw. państwowej posadzie ok 3 400 000 zł.

Moim marzeniem było wtedy zarabiać 1 mln złotych. Wiedziałam, że opłacę sobie pokój, który kosztował 800 000 zł i jeszcze mi zostanie na życie. Po prostu szczyt marzeń. [ustalony cel]

Chodziłam od agencji do agencji, kupiłam poznańskie gazety śledziłam wszystkie ogłoszenia i umawiałam się na spotkania. I nic. [wytrwałość]

W szkole rozpoczęłam naukę 1 września, po pierwszych zajęciach poszłam do pobliskiego Baru Jeżyckiego na obiad. Wracając stamtąd zauważyłam galerię. Przepiękną, dużo lamp tzw. Tiffaniego, obrazy z makami, cudowne wnętrze. Na drzwiach wisiało ogłoszenie „Zatrudnię pomoc domową. Wiadomość na miejscu”. [elastyczność i dostosowanie się do sytuacji]

Pomyślałam sobie spróbuję, blisko szkoły, pomoc domowa – nie umiem co prawda gotować ale sprzątać potrafię – może to coś dla mnie. Weszłam do środka niby bez oczekiwań ale wewnątrz wiedziałam, że praca jest dla mnie mega ważna.

Przywitała mnie kobieta, właścicielka galerii, piękna, zadbana, z uśmiechem na ustach. Starsza ode mnie o ok. 10 lat. Zapytała mnie w jakiej sprawie do niej przyszłam. Odpowiedziałam, że w sprawie ogłoszenia o pracę jako pomoc domowa. Weszłyśmy do jej gabinetu. Serce zaczęło mi bić mocniej. Usiadłam naprzeciwko niej.

Pani spojrzała na mnie. Ja wiedząc, że niewiele jeszcze potrafię ale jestem otwarta na nowe doświadczenia poczułam dreszcz emocji. Nie wiem czy wiecie o czym piszę….

Ja pochodzę z miasta ok. 65 000 mieszkańców. W tamtych czasach przepaść pomiędzy wschodem a zachodem Polski była ogromna. A tymczasem ja znalazłam się w wielkim mieście. To tam właśnie zobaczyłam jak można żyć. Moje koleżanki, które tam poznałam nie miały takich wspomnień z trudnościami w życiu jak ja. Dla mnie to było normalnością a dla nich ciekawym opowiadaniem z innego zakątka Polski. Było dla mnie szokiem, że osoby które uczą się ze mną na roku mają swoje auto. I to jakie…. Pierwszy raz siedziałam w tedy w Ranault Safrane w skórze, pierwszy raz zobaczyłam Jeepa. Pamiętam to uczucie do dzisiaj. Pamiętam jak dziwnie się wtedy czułam. Tak jakbym nie zasługiwała na to, żeby tam być, w tym środowisku, w tym miejscu. Myślałam wówczas, że dzieli mnie przepaść pomiędzy ludźmi „z zachodu” a takimi jak ja „ze wschodu”. [kompleks małego miasta]

Tak więc właścicielka galerii zapytała mnie ile mam lat, czy potrafię gotować. Szybko w myślach analizowałam moje umiejętności kulinarne i stwierdziłam, że potrafię robić naleśniki, schabowego, ugotować ziemniaki, kogel mogel i ugotować parówki.

Odpowiedziałam, że TAK znam podstawy gastronomii. [ogólna odpowiedź, która jest prawdą]

Po czym było kilka pytań o mnie samą, skąd jestem, co tu robię itp. Ja grzecznie odpowiadałam. Nie wychodziłam przed szereg. Ale nie z umiejętności negocjacyjnych. Tylko ze strachu, żeby czegoś nie schrzanić….

Zapytałam, żeby być pewną, co należałoby do moich obowiązków. Pani uprzejmie odpowiedziała na moje pytania. Miałam sprzątać, zajmować się 10 latką po moich zajęciach i gotować obiady dla całej 3 osobowej rodziny. Po czym w tym całym stresie to ja zadałam pytanie. Jak dla mnie kluczowe. [sprecyzowanie ustaleń bez spisania]

Jakie Pani przewiduje wynagrodzenie za takiego rodzaju pracę? [oczekiwanie na ofertę z drugiej strony]

A ona mi na to odpowiada: „Nie jestem w stanie zapłacić więcej niż 2 mln złotych.”

Zamurowało mnie. Emocje jakie były w mojej głowie to euforia, radość, niedowierzanie w moje szczęście. Jak to możliwe, że ja chciałam zarabiać 1 mln a kobieta siedząca przede mną chce mi zapłacić 2 mln… Poczułam jak fala gorąca oblewa moje ciało. Czułam wszystko na raz. Co zrobiłam?

Odpowiedziałam, że w takim razie ja się muszę zastanowić. I wyszłam. [zachowanie zimnej krwi, bez informowania drugiej strony o swoim YES YES YES!!!]

Nieprawdopodobne co? Mi też z perspektywy czasu trudno w to uwierzyć. Myśli jakie były w mojej głowie to mieszanka wybuchowa wszystkiego. Wyszłam z galerii. Poszłam się przejść. Oddychałam głęboko. Serducho mi biło z emocji. Znalazłam budkę telefoniczną. Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej tę historię.

Śmiech i łzy szczęścia. To jest to co pamiętam z tego dnia.

Dlaczego wyszłam?

Bo pamiętałam słowa mojego taty, który często mi powtarzał, żebym pamiętała, że czas jest moim sprzymierzeńcem, żebym pamiętała, że nie muszę odpowiadać od razu, że mam prawo coś przemyśleć, że mam prawo się zastanowić. I tego dnia skorzystałam z jego rady.[bardzo mądra rada]

Wróciłam do galerii po jakiś 30-40 minutach i zapytałam, czy ogłoszenie jest nadal aktualne, bo jeżeli tak to ja po zastanowieniu się zdecydowałam.

Pracowałam tam 3 lata. Zaprzyjaźniłam się z tą rodziną. Nauczyłam się gotować, stałam się członkiem rodziny. Zrozumiałam, że jestem mega wartościową osobą. A ograniczenia i niedowierzanie jakie były w mojej głowie były spowodowane brakiem wiary w siebie. [nikt nie zorientował się, że jej umiejętności są, a raczej były nikłe na początku zatrudnienia.]

Dlaczego Wam o tym opowiadam? Bo ja w tamtym czasie nie wiedziałam, co to są negocjacje. Funkcjonowałam intuicyjnie. Nie bałam się szukać. Już wtedy byłam dobrym obserwatorem i słuchaczem. I faktycznie niewiele mówiłam a dużo słuchałam. W tym konkretnym przypadku ta moja umiejętność spowodowała, że znalazłam pracę. Gdybym nie zapytała i nie zadała tego pytania sama to z pewnością właścicielka galerii zadałaby mi to kluczowe pytanie „Ile chcę zarabiać.” A ja wtedy odpowiedziałabym, że 1 mln złotych. [to co powtarzamy – obserwuj, słuchaj, mowa srebrem, milczenie złotem]

A zadziałanie inaczej, być może z zaskoczenia spowodowało, że moja pracodawczyni sama otworzyła swoje karty i to ona przedstawiła mi budżet jaki miała przewidziany.

To było moje pierwsze tak ważne zwycięstwo w sferze biznesowej. Pracowałam tam 3 lata. Utrzymywałam się sama. Po skończeniu rocznej szkoły poszłam na studia. Moje życie nabrało rozpędu.

Mój pracodawca na koniec naszej współpracy powiedział „Przyjechała taka szara myszka ze wschodu a wyjeżdża kobieta z klasą”

Dlatego teraz śmiało mogę napisać. Działajcie po swojemu, czasami wbrew temu co mówią inni, czasami z zaskoczenia. Nie bójcie się działać inaczej, nie miejcie kompleksów szarej myszki, odkrywajcie siebie, przełamujcie swoje ograniczenia, słuchajcie osoby z doświadczeniem większym od Waszego, nie bójcie się prosić o pomoc.”

Nasze podsumowanie:

Historia ciekawa i w mojej ocenie bardzo dobrze poprowadzona. Prawdopodobnie były to jedne z pierwszych poważniejszych negocjacji (chociaż nawet być może w sporej mierze nieświadomych) przeprowadzonych przez naszą Bohaterkę. Czy można było zrobić to lepiej? Z pewnością tak. Jest kilka rzeczy, które można poprawić, ale spójrzmy prawdzie w oczy – nasza Szara Myszka przyjechała z małego miasteczka na wschodzie do piątego pod względem ilości ludzi miasta w Polsce.

Miała bardzo konkretny, sprecyzowany cel – zarobki na poziomie 1 miliona ówczesnych złotych, żeby mogła spokojnie przeżyć od pierwszego do pierwszego. Była też wytrwała, bo wiedziała, że nie od razu Rzym zbudowano. Oprócz tego elastycznie reagowała do sytuacji i wiedziała, że czasami trzeba zmienić swoje oczekiwania na bardziej realne, więc poszukała innej pracy, którą finalnie dostała.

Podczas pierwszej rozmowy z potencjalnym pracodawcą padło pytanie o to czy potrafi gotować. Czy skłamała odpowiadając, że zna podstawy gastronomii? Absolutnie nie! Uznała, że jej umiejętności są na wystarczającym poziomie, aby stworzyć z niego bazę pod ich rozwój.

Następnie ustalenia zostały podsumowane i nasza Myszka wystąpiła z pytaniem o wynagrodzenie z drugiej strony. Bardzo dobrze na tym wyszła, bo okazało się, że propozycja przeszła jej najśmielsze oczekiwania – 200% tego co chciała zarabiać brzmi rewelacyjnie.

I zwróć uwagę na tę ciekawostkę, że mimo, że oferta spowodowała, że gdyby mogła to by wykrzyczała „TAK!”, a ona mimo wszystko zachowała zimną krew i poprosiła o czas do namysłu, po którym finalnie się zgodziła.

Nasza Bohaterka zastosowała się do kilku bardzo ważnych zasad, z których jedna z to „mowa jest srebrem, a milczenie złotem” – dzięki temu mówiąc wprost zaczęła pracę z zarobkami dwukrotnie wyższymi niż by się spodziewała na początek, co dało jej dobry start w dorosłe życie.

Na koniec dodam, że nasza Bohaterka jest dziś dojrzałą Kobietą Biznesu, przedsiębiorcą zatrudniającym wiele osób, który bardzo sprawnie radzi sobie w biznesie.

Poprzedni wpis